Print Shortlink

Wystąpienie na posiedzeniu Senatu RP – 28 marca 2007

Panie Marszałku! Panie i Panowie Senatorowie!

W moim pytaniu, które zadałem na początku, ubolewałem, że mija połowa kadencji, a my nie mieliśmy dotąd okazji podjąć debaty z panem ministrem, z wicepremierem Giertychem. Teraz widzę, że w czasie tej debaty nawet wiceministra nie ma. Tak więc widać, że parlament może sobie debatować, a rząd i tak wie lepiej, co trzeba zrobić. A sprawa rzeczywiście jest niezwykle ważna, istotna.
Jak mi się wydaje, bardzo słuszne pytanie sformułował pan senator Owczarek, a mianowicie, co z reformą, która została kiedyś rozpoczęta, a nie została dokończona. Zresztą i pani senator Fetlińska pyta się, co dalej z niektórymi rozwiązaniami. Jak widać właściwie nie mamy szans na przeprowadzenie szerszej debaty na ten temat z udziałem przedstawicieli rządu.
Wracając jednak do tematu, muszę powiedzieć, że im dłużej słucham tego, co dotyczy propozycji zmian, tym bardziej jestem skłonny przychylić się do wniosku, który na początku zgłosił pan senator Owczarek, wniosku o odrzucenie ustawy w całości. Oczywiście, tu są pewne rozwiązania, które idą we właściwą stronę, ale i tak wydaje mi się, że zdecydowana większość proponowanych rozwiązań psuje, i to nie tylko system edukacji, ale cofa nas w reformowaniu państwa, w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, które stanowi fundament nowoczesnego państwa demokratycznego.
To jest między innymi powrót do centralizacji władzy przez odbieranie kompetencji samorządom. Chcę tu zdecydowanie podkreślić, że dzieje się to wtedy, kiedy jedną z podstawowych zasad obowiązujących w Unii Europejskiej jest zasada subsydiarności. A propozycje zmian idą w zupełnie innym, przeciwnym kierunku.
Jest tu również próba – pomimo, że są możliwości prostego rozwiązania – ingerowania w mechanizmy gospodarki rynkowej przez odgórne regulowanie sposobu dystrybucji i kształtowania cen. My domagamy się w Unii lepszych regulacji, a jednym z tego elementów jest to, żeby wszystkie konsekwencje wprowadzanych nowych rozwiązań od razu przewidzieć, i to precyzyjnie. Tu zaś jest zapis, który może wyeliminować wszystkie związki zawodowe działające w systemie edukacji, a więc i z udziału w procesie podejmowania decyzji. I takiej symulacji nikt nie przeprowadził? Minister nie zna odpowiedzi na tak proste i podstawowe pytanie. Moim zdaniem, to jest najlepszy dowód na to, że niestety w Polsce sami nie chcemy lepszych regulacji, choć oczekujemy tego od Unii.
Powiem jeszcze – tu odpowiadam tym, którzy chcą, żeby zapisać wprowadzenie mundurów obowiązkowo – że w Unii Europejskiej obowiązuje również zasada tak zwanych dobrych praktyk. Nie wszystko musi być zapisane w ustawie. Jeżeli jest gdzieś dobry przykład, to ten przykład może być naśladowany, a co więcej jest on chętnie podejmowany.
Panie i Panowie Senatorowie!
Myślałem też, że nie będziemy mówili o tej kuriozalnej propozycji, aby dyrektorów szkoły, której organem prowadzącym jest jednostka samorządu, powoływał minister. To jest pomysł z epoki, którą – tak myślałem – w Polsce mamy już szczęśliwie za sobą. Okazuje się, że taka propozycja jest. To że minister się teraz z tego wycofuje, to jeszcze nie jest decyzja. Senat musi takie rozwiązanie dopiero odrzucić. Jest to rozwiązanie naprawdę kuriozalne i mam nadzieję, że Senat tę poprawkę o odrzucenie, która została zgłoszona przez komisję senacką, przyjmie. O tym mówią zapisy proponowane w ustawie, którą rozpatrujemy, w art. l pkt 11, gdzie jest mowa o tym, że organ prowadzący ma się porozumieć w sprawie dyrektora z kuratorem dwukrotnie. A jak nie, to co? To kurator sam zadecyduje o dyrektorze. Organ prowadzący szkołę jest w ogóle niepotrzebny. To jest zamach na samorząd, to jest zamach na społeczeństwo obywatelskie. To by doprowadziło, proszę państwa, do upolitycznienia i do upartyjnienia szkoły. I proszę sobie wyobrazić, że za rok dyrektorami wszystkich szkół w Polsce mogą być na przykład aktywiści i działacze Młodzieży Wszechpolskiej. Chcielibyście takiej sytuacji? Bo ja nie. Dla mnie jest to wizja przerażająca.
Do tego proszę dołożyć zmiany, które dotyczą składu komisji konkursowych, powoływanych przy wyborze kuratorów. W składzie komisji mają być trzej przedstawiciele ministra, trzej przedstawiciele wojewody, a więc i tu, i tu rządu. To już jest bezwzględna większość, a do tego może nie być nikogo ze związków zawodowych. Oznacza to, że minister w praktyce sam powołuje kuratora. Będzie oczywiście powoływał swoich. O praktyce łódzkiej, na przykładzie pani Florek, my wiemy jak to wygląda. I to nawet przy obecnych zapisach, takie rzeczy mają miejsce? A gdyby zostały przyjęte rozwiązania, które są proponowane, to byłoby to w pełni usankcjonowane ustawowo. To wtedy rzeczywiście, niech już minister powoła kuratora bez komisji, bo przynajmniej, proszę państwa, będzie taniej; będzie taniej, a wynik będzie i tak taki sam. I tu widać, że rząd zupełnie nie liczy się z opiniami i protestami samorządów, a takich mamy wiele. To też jest wbrew państwu obywatelskiemu, wbrew zasadzie subsydiarności.
Moje zdziwienie również budzi, proszę państwa, propozycja, aby możliwe było przedłużanie powierzenia stanowiska bez konkursu na kolejne okresy pięcioletnie. Nawet związek zawodowy „Solidarność” jest przeciwko. Konkurs powinien być regułą. Tak jest w szkolnictwie wyższym i to jest zdrowe.
Kwestia taniego podręcznika, to jest próba pożenienia dwóch rzeczy: gospodarki rynkowej i sterowania rodem z poprzedniej epoki. Proponowane zmiany idą w kierunku ręcznego, odgórnego sterowania i dystrybucją, i cenami podręczników. I to wcale nie jest tak, jak pan minister próbuje nam to wmówić, że właściwie nic się nie zmienia. Skoro ustawa nie zmienia dotychczasowej praktyki, to po co te zmiany?
I dziwię się, dlaczego to szkoły mają sprzedawać podręczniki. Co z księgarniami, co z giełdą, dlaczego zmuszać wydawców do obniżania cen, i to dla wszystkich kupujących? Skoro podręcznik ma być tani, a moim zdaniem powinien być tani, a nawet bezpłatny, to on musi być dotowany. Taniość, proszę państwa, też kosztuje. Zawsze jest coś za coś. Moim zdaniem, szkoły powinny być wspierane finansowo, bez ingerencji w to, co się dzieje na rynku, i one mogą dotować, wspierać młodzież, mogą nawet rozdawać podręczniki za darmo, ale nie wszystkim, a tylko tym, którzy naprawdę tego potrzebują. Czyli to nie byłoby powszechne rozdawnictwo, to byłoby kierowane precyzyjnie tam, gdzie jest najbardziej potrzebne.
I ostatnia sprawa. Już myślałem, że na szczęście zrezygnowano z narzucenia mundurków szkolnych. Okazuje się jednak, że – na prośbę ministra Giertycha – tutaj pojawił się taki wniosek. Pan senator mówił, że ważny jest sposób ich wprowadzania. Ano, panie Senatorze, sposób wprowadzania jest taki. Kto w pierwszej kolejności te mundury miałby założyć? No według Giertycha właśnie uczniowie tych szkół, gdzie są największe problemy wychowawcze. A więc mundur nie jest chlubą, tylko jest zakładany za karę, dlatego że szkoła ma problemy. I stąd było moje pytanie do ministra: może by wszystkich Polaków ubrać w mundury, a nie będziemy mieć problemów z całym społeczeństwem, ale za to Chiny?
Proszę państwa, na wszelki wypadek powiem, że nie jestem przeciwnikiem jednolitych strojów. Uważam, że jest w tym wiele elementów pozytywnych. Ja sam chodziłem do szkoły mundurowej i byłem z tego rzeczywiście dumny. Nawet mogę powiedzieć, że to był element, który w moim przypadku zaważył na wyborze szkoły. To była szkoła mundurowa, ona mi się podobała. Nikt wówczas tego nie narzucał na siłę, nie było zapisu w ustawie, że szkoły mają być mundurowe. Moim zdaniem, to powinna być decyzja szkoły. Zresztą mówiliśmy o tym, że już dziś jest wiele szkół, w których młodzi noszą mundury, czy też jednolite stroje, i są z tego zadowoleni. Błędne jest natomiast przekonanie – to mówię do wszystkich – że umundurowanie wszystkich rozwiąże wszystkie problemy również wychowawcze. To jest mylne.
Proszę państwa, problem wychowawczy oczywiście jest niezwykle ważny. Ja bym jednak proponował, nawiązując po raz drugi do tego, o czym mówił pan senator Owczarek, aby nie wyważać otwartych drzwi. Proponowałbym, żeby resort – tam jest też wiele osób, które jeszcze pamiętają – wrócił na przykład do tego, co jest w tak zwanej bibliotece reformy, żeby sięgnął do tych korzeni i przeczytał zeszyt nr 37, o programie wychowawczym szkoły. Proszę państwa, tam jest mowa o tym, że to szkoła w porozumieniu z ekspertami, w zależności od sytuacji i występujących w danej szkole problemów, powinna określić cele wychowawcze i środki do ich skutecznej realizacji. I ja znam wiele takich szkół, gdzie wcale nie jest potrzebne monitorowanie. Nie wszędzie też będą ważne mundury, w niektórych może tak. To powinno być w programie i w instrumentach, za pomocą których cele wychowawcze chce się osiągać. A może, proszę państwa, szkoła dojdzie do wniosku, że ważniejsza jest dobra współpraca nauczycieli, rodziców i nawet uczniów z ekspertami, psychologami, a może przede wszystkim ważna jest interesująca oferta zajęć pozalekcyjnych? To przecież szkoła wybierze, to ona zadecyduje, jak to powinno być.
I na koniec, proszę państwa, przypominam: nie ma rozwiązań uniwersalnych, w każdej szkole jest inaczej. Potrzebne jest większe zaufanie do środowisk lokalnych, do nauczycieli, do rodziców, do władz samorządowych. Potrzebne jest wsparcie specjalistów, psychologów. Rola kuratora powinna ograniczać się do tego, że on to wszystko nadzoruje i konstruktywnie, pomaga: podpowiada i doradza. Kiedy są problemy, to właśnie wtedy powinien służyć, ale jako doradca, a nie ktoś, kto realizuje to, co minister, wicepremier każe realizować.

Dziękuję bardzo za uwagę.