Print Shortlink

Drugie wystąpienie na 41. posiedzeniu Senatu RP – 7 października 2009r.

Senator Edmund Wittbrodt:

Dziękuję bardzo, Pani Marszałek.

Ja będę mówił bardzo krótko. Muszę powiedzieć, że cieszę się bardzo, iż taka dyskusja, chyba największa w dniu dzisiejszym, ma miejsce właśnie w tym punkcie, bo to znaczy, że dyskusja na temat problemów unijnych jest potrzebna, jest ważna. I to bardzo dobrze.

Nie zabierałbym jednak głosu po raz drugi, gdyby nie wypowiedź pana senatora Ryszki. Co prawda ona nie była na temat, bo nie dotyczyła informacji rządu o przebiegu prezydencji czeskiej, był to jednak powrót do kwestii traktatu lizbońskiego. Ja muszę powiedzieć, że w historii Unii Europejskiej zdarzały się już przypadki, kiedy ponownie poddawano pod referendum pewne dokumenty, nie zmieniając nawet niczego wewnątrz. Traktat nicejski, który decydował o rozszerzeniu Unii Europejskiej i z którego skorzystała między innymi Polska, też był poddany ponownemu referendum. To także dotyczyło Irlandii. Za pierwszym razem nie powiodło się, ale dzięki debacie i zmianie nastawienia wewnątrz kraju okazało się, że w ponownym referendum przyjęcie traktatu jest możliwe. A moim zdaniem w tym przypadku, tak ja to widzę, był jeszcze dodatkowy argument: prowadzono dodatkowe negocjacje i były nowe ustalenia, poczyniono pewne obietnice. Społeczeństwo Irlandii miało, moim zdaniem, dodatkowe argumenty, aby ponownie wypowiedzieć się w sprawie tego traktatu.

Ja myślę, że pan senator Ryszka zapomniał o jednej sprawie. My mówimy oczywiście o potrzebnym podpisie prezydenta, pan senator mówi o wielkich naciskach na prezydenta, ale trzeba tutaj pamiętać o tym, że… Dlaczego tylko i wyłącznie jeden z podmiotów tego całego układu decyzyjnego ma mieć rację? Trzeba przypomnieć, że i Sejm, i Senat, demokratycznie wybrane, w zdecydowanej większości, 2/3 głosów, głosował za tym traktatem. Pytanie jest takie: to my się wobec tego myliliśmy, a tylko stanowisko prezydenta jest słuszne? Ja myślę, że nie tylko. My również się wypowiedzieliśmy i wzięliśmy pod uwagę wszystko, co w tym traktacie jest zawarte. Nie zgadzam się też, że mamy mały wpływ na to, co się dzieje w Unii Europejskiej. Muszę powiedzieć, że wejście w życie traktatu lizbońskiego spowoduje, iż będziemy mieli na to zdecydowanie większy wpływ. Przecież my będziemy pilnowali tego, co z punktu widzenia relacji pomiędzy państwami członkowskimi dzieje się we Wspólnocie, w Unii Europejskiej. Będziemy mieli na to zdecydowanie większy wpływ. My będziemy oceniali, czy Unia Europejska nie zawłaszcza sobie pewnych kompetencji, bo to parlamenty narodowe będą pełniły fundamentalną rolę w ocenie przestrzegania zasady pomocniczości. Dziękuję bardzo.